Małe firmy, które polegały na bezcłowej wysyłce do USA, zastanawiają się, czy będą w stanie przetrwać bez niej

Od piątku małe przedsiębiorstwa w Kanadzie nie będą mogły już wysyłać małych paczek do USA bez cła, a niektórzy sprzedawcy internetowi obawiają się, że ich firmy nie przetrwają tych utrudnień.
Obowiązujące już od prawie stu lat zwolnienie de minimis, które w ostatnich latach pozwalało na wwóz do USA towarów o wartości poniżej 800 dolarów amerykańskich bez dodatkowych opłat, kończy się wraz z wejściem w życie dekretu wykonawczego prezydenta USA Donalda Trumpa z lipca.
Oznacza to, że przesyłki te będą podlegać cłu sięgającemu nawet 200 dolarów amerykańskich, w zależności od kraju pochodzenia, a małe kanadyjskie przedsiębiorstwa mające amerykańskich klientów będą musiały zmierzyć się z dodatkowymi kosztami, które uszczuplą ich zyski.
„Wstrzymaliśmy wszystkie wysyłki do Stanów Zjednoczonych, ponieważ na chwilę obecną — biorąc pod uwagę skalę ryzyka i brak informacji na temat wysyłek do Stanów — nie możemy tego uzasadnić” — powiedziała Jess Sternberg, właścicielka firmy odzieżowej Free Label z siedzibą w Vancouver.
Przez lata rząd USA wyrażał obawy, że przesyłki de minimis były wykorzystywane do przemytu śmiercionośnych opioidów do kraju, ponieważ nie były one tak dokładnie kontrolowane przez amerykańską służbę celną. Na początku tego roku rząd zawiesił zwolnienie z obowiązku kontroli przesyłek z Chin, co uderzyło w dużych sprzedawców internetowych, takich jak Shein i Temu.
Jednak koniec de minimis w reszcie świata, w tym w Kanadzie, będzie miał „nieproporcjonalny” wpływ na małe sklepiki, jak twierdzi John Boscariol, ekspert ds. handlu i partner w McCarthy Tetrault w Toronto.
„Wiele z tych firm, które do tej pory polegały na tych przesyłkach o niskiej wartości do Stanów Zjednoczonych, traktując je jako źródło utrzymania, odczuwa skutki tej sytuacji i prawdopodobnie będzie musiało zakończyć działalność”.
Opowieść o dwóch kanadyjskich firmach
Kanadyjczycy nadal mogą wysyłać do Stanów Zjednoczonych przesyłki listowe i prezenty o wartości poniżej 100 dolarów amerykańskich bez dodatkowych kosztów, a firmy, które spełniają zasady pochodzenia określone w umowie Kanada-USA-Meksyk (CUSMA), teoretycznie nadal będą mogły wysyłać przesyłki bezcłowo. Aby się zakwalifikować, produkt musi spełniać określone kryteria, takie jak fakt, że przynajmniej pewien procent jego produkcji pochodzi z Ameryki Północnej.
Jednak nawet w tych przypadkach małe i średnie przedsiębiorstwa nie są całkowicie bezbronne – powiedział Boscariol, wskazując na dodatkowe koszty administracyjne związane z odprawą celną, takie jak opłaty maklerskie dla firm, które muszą udowodnić, że ich przesyłki są zgodne z przepisami.
Sternberg martwi się tymi kosztami. Jej firma, specjalizująca się w modzie slow fashion dla kobiet w różnych rozmiarach, produkuje ubrania w Kanadzie z mieszanki materiałów krajowych i importowanych.
Jednak jej sprzedaż w Kanadzie faktycznie spadła w ciągu ostatniego roku, co przypisuje niepewności gospodarczej. Tymczasem jej baza klientów w USA rośnie, stanowiąc prawie 45% całej sprzedaży od początku tego roku.
„To nie tylko potencjał wzrostu, to także potencjał utrzymania naszej pozycji, co jest teraz ważne dla małych firm, bo ostatnie kilka lat było trudnych” – powiedziała.
Sternberg stwierdził, że biorąc pod uwagę ostatnie zmiany, „zdecydowanie istnieje ryzyko”, że firma nie przetrwa tego okresu.
„Zamierzamy skupić się wyłącznie na naszych klientach kanadyjskich i międzynarodowych. Mamy nadzieję, że sytuacja się zmieni i w przyszłości będziemy mogli wysyłać nasze produkty do Stanów Zjednoczonych”.

Tymczasem inna mała kanadyjska firma oświadczyła, że pokryje koszty dodatkowych ceł, ponieważ wzrost sprzedaży w ramach ruchu Buy Canadian dał jej ku temu pole manewru.
„Podjęliśmy decyzję o pokryciu kosztów, które są ogromne, wręcz ogromne” – powiedziała Jenn Harper, założycielka Cheekbone Beauty Cosmetics, firmy produkującej kosmetyki naturalne, należącej do rdzennej ludności i mającej siedzibę w St. Catharines w Ontario.
Według Harpera około 30–35 procent sprzedaży firmy pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Jednak na początku roku firma odnotowała wzrost zamówień z Kanady w odpowiedzi na eskalację polityki handlowej Trumpa i groźby aneksji.
Jak twierdzi Harper, dodatkowe koszty oznaczają wzrost opłat za dostawę o 25–30 procent, a firma może nie być w stanie udźwignąć tego ciężaru w dłuższej perspektywie.
„Robimy to tymczasowo, żeby sprawdzić, jak bardzo wpłynie to na nasze wyniki finansowe” – powiedziała. „Ale podjęliśmy tę decyzję, ponieważ nie chcemy odstraszyć żadnego z naszych amerykańskich klientów”.
„Miecz obosieczny”Zdaniem Boba Kirke, dyrektora wykonawczego Kanadyjskiej Federacji Odzieżowej, program de minimis to „miecz obosieczny” dla małych przedsiębiorstw, które mocno ucierpią na jego stracie.
„Z jednej strony pozwoliło to wielu mniejszym firmom zwiększyć sprzedaż bezpośrednio do konsumentów w Stanach Zjednoczonych. Bez formalności, bez ceł. To fantastyczne” – powiedział.
„Ale to już minęło. Zostało nam wiele firm, które powinny lepiej znać te zasady pochodzenia, ale od kilku lat nie muszą. I to właśnie będzie wymagało dostosowania”.

Niektóre firmy spedycyjne poinformowały CBC News, jak dostosują się do końca de minimis. FedEx nadal przyjmuje przesyłki do USA, a Poczta Kanadyjska (Canada Post) twierdzi, że współpracuje z podmiotem zewnętrznym w zakresie pobierania i przekazywania ceł do amerykańskiej służby celnej.
Firma spedycyjna Chit Chats nie przyjmuje już przesyłek do USA. Firmy e-commerce Etsy i eBay zapowiedziały, że nie będą akceptować etykiet wysyłkowych zakupionych od Poczty Kanadyjskiej dla przesyłek wysyłanych do USA.
Kirke przyznał, że niektóre małe firmy mogą zostać zamknięte po zakończeniu zwolnienia. Dodał, że drugim wyzwaniem jest to, że kanadyjscy przedsiębiorcy nie będą mogli tak bardzo innowacyjnie działać bez łatwego dostępu do rynku amerykańskiego.
„To ograniczy część tych innowacji, część tego wzrostu, a to jest siła napędowa branży. To jest wyzwanie” – powiedział.
„Odebrano nam naprawdę cenne narzędzie dla rozwijających się firm”.
cbc.ca